Masakra w Gwangju (광주 민주화 운동) – krwawe stłumienie demonstracji skierowanych przeciwko zamachowi stanu z 12 grudnia 1979 i rządom wojskowej dyktatury generała Chun Doo-hwana. Zamieszki trwały między 18 a 27 maja 1980 roku w południowokoreańskim mieście Gwangju w prowincji Chŏlla Południowej . W Korei Południowej wykonuje się statystycznie najwięcej operacji plastycznych na świecie. O piękną skórę obsesyjnie dbają nie tylko kobiety. Mężczyźni (rocznie kupują kosmetyki warte 900 mln dolarów). Z wyprawy do Seulu warto więc przywieźć zapas kremów, maseczek i pilingów np. marek Too Cool For School, Innisfree czy Skinfood. W 2007 roku uchwalono prawo gwarantujące równouprawnienie płci. Kolejnym kamieniem milowy w walce o równe prawa kobiet w Korei Południowej było zniesienie tradycyjnego system hoju (co po koreańskim oznacza głowa rodziny). Według hoju mężczyzna jest prawną głową rodziny, i gdy umiera ojciec, to prawa przechodzą na najstarszego Życie w Korei Południowej: przewodniki dla emigrantów. Szczegółowe poradniki, recenzje, pomocne wskazówki i pomysły, dzięki którym życie w Korei Południowej stanie się proste. Przygotuj wszystko, czego potrzebujesz do przeprowadzki i dowiedz się, jak Wise może pomóc Ci zaoszczędzić, jeśli mieszkasz, pracujesz, studiujesz lub Sekrety koreańskiego kalendarza. 07 stycznia. Początek roku to czas wieszania nowych kalendarzy – także w Korei. Ale choć od 1895 roku w Korei Południowej oficjalnie stosowany jest dobrze nam znany kalendarz gregoriański (słoneczny), wciąż ogromne znaczenie ma tu również tradycyjny kalendarz księżycowo-słoneczny. Udział przemysłu w PNB Korei Płd. wzrósł z 14% w 1961 r. do 28% w roku 2005 (w międzyczasie osiągając nawet wyższe wartości), a udział sektora rolnego, leśnego i rybołówstwa w tym okresie spadł z 37% do 3,5%. Przemysł Korei Południowej należy także do najbardziej zaawansowanych na świecie pod względem technologicznym. ekirLwe. Czasami zastanawiam się czy ja o czymś nie wiem. Wszyscy się tutaj na mnie patrzą: czy to w metrze czy w parku czy na przejściu dla pieszych (nawet zwalniają auta by sobie popatrzeć). Czyżbym była sławna? Nic mi o tym nie wiadomo… Korea Południowa stosunkowo niedawno otworzyła swoje granice, może to dlatego? Nie, na pewno nie! Po prostu doceniają mój potencjał… *** Kocham Koreę Południową! Nie robię nic, a i tak jestem tu najpiękniejsza. Podejrzewam, że nawet gdybym paradowała po ulicy w pidżamie i tak robiłabym furorę! I dobrze, bo w takie piekło robienie makijażu to samobójstwo na własne życzenie. *** Najpierw padało, i padało, i padało. I oczywiście było przy tym parno, więc człowiek zastanawiał się czy już zaraz się udusi czy padnie za dwie minuty. Teraz jest inaczej. Jest słońce, słońce, słońce. I gorąco. Podobno trafiliśmy do najgorętszego miejsca w Korei Południowej- nazywają je drugą Afryką. Czyli do Afryki już jechać nie muszę… *** Te toalety mnie przerażają. Tysiące funkcji i wszystko po koreańsku. Czasami człowiek boi się usiąść na takim klozecie, bo a nóż widelec coś się włączy? Dobrze, że mają też te “ubogie” toalety (czyt. normalne). *** Włączyć klimatyzację czy nie włączyć? Prąd nie jest wliczony w czynsz. Może się przyzwyczaję? W końcu to tylko pot spływający strumyczkami wszędzie, gdzie tylko się da… A woda z kolei jest wliczona w czynsz, więc mogę ponownie wziąć prysznic. *** Ale tak na chwilkę, na chwilunię…. O, jak miło! To na fejsika tylko wejdę i już. Ciekawe, ciekawe… O cholera, zapomniałam wyłączyć klimę! *** Ludzie tutaj to mają super. U nas jak tylko zachwycisz się czymś bardziej “słitaśnym”, to musisz udawać, że to taki sarkazm i że tak naprawdę pogardzasz wszystkim, co nie jest związane z dorosłością. A tutaj? Pomadka z Myszką Miki? Proszę bardzo! Podkład z Kubusiem Puchatkiem? Voilà! I nikt się na ciebie dziwnie nie patrzy, kiedy oglądasz słodkie produkty z zaciekawieniem. *** Myszka Miki jest moja! *** A bym zjadła taki ramen… Najlepiej serowy i żeby palił gębę! Mniam! Szkoda, że tutejsze Ministerstwo Zdrowia zaleca spożywanie go jedynie cztery razy w miesiącu – znowu potwierdza się ten schemat, że jak coś jest dobre, to znaczy, że niezdrowe. Na szczęście pozostało mi jeszcze kimchi i, od czasu do czasu, piekielnie ostra zupka instant z Angry Birds. *** Ha! Potrafię już zjeść cały ramen za jednym zamachem! Co prawda pocę się przy tym jak mysz kościelna i z nosa mi leci, ale to nieważne! W końcu trzeba hartować organizm. *** Niedobrze. Czuję, że zupka nadal mnie pali w brzuchu. Kochanie, podasz mi wodę? *** Życie w wynajętym mieszkaniu w Korei, to jest dopiero minimalizm! Wszelcy specjaliści od slow życia i innych takich mogą się schować. Macie stół w domu? A ja nie. Macie krzesła? A ja nie. Macie łóżko? A ja nie. Macie patelnie? A ja nie. Macie szafę, wieszak na ubrania? A ja nie. Ha, wygrałam! *** Koreański przepis na prysznic w stylu minimalistycznym: podłączyć do umywalki słuchawkę od prysznica. Jeśli twoja łazienka jest wyłożona kafelkami, to był pierwszy i ostatni krok. Masz już koreański prysznic! No tak, oblewasz wszystko przy każdej kąpieli, ale to nieważne, bo tutaj i tak wszystko wysycha w zacnym tempie. A ile kasy oszczędzisz na robieniu brodzika i kupowaniu zasłony! *** Właśnie jem jogurt grecki i odkryłam wreszcie jaki powinien być naprawdę: słodki. Jogurt naturalny? Też oczywiście powinien być słodki. Jeżeli znajdziesz gdzieś w Korei Południowej jogurt, który nie będzie słodki, to wiedz, że coś się dzieje. *** Uwielbiam tutejsze masło. Od razu odpowiednio przyprawione (czyt. posolone), więc jedzenie przysłowiowego “chleba z masłem” również sprawia przyjemność. *** *** Dlaczego moja przyjaciółka pytając mnie codziennie czy jadłam śniadanie, gdy odpowiadam, że tak, pyta czy był to chleb z masłem? Moja wina, że to masło takie dobre? *** I tak nie przestanę jeść tutejszego masła. *** Koreańska pizza nieźle zawróciła mi w głowie. Wreszcie mogę jeść brzegi. Wypełniają je pysznym serem… I nieważne, że w Polsce za taką kasę kupiłabym dwie duże pizze… Brzegi wypełnione serem rządzą! *** Podczas rozmowy z Koreańczykiem: – U nas w Europie, to zachwycamy się skórą Koreanek- jest taka nieskazitelna! – Bo wiedzą, jak nakładać makijaż. I tajemnica rozwiązana. *** Gdzieniegdzie widzę parasolki, rękawiczki, piękne kapelusze i… opalone twarze?! A gdzie są te bladolice dziewczęta chroniące się na wszystkie sposoby przed słońcem o których czytałam w Sekretach urody Koreanek? No tak, wyszło tak jak zawsze- stereotypy, stereotypy i jeszcze raz stereotypy. *** Ale parasolka czy rękawiczki nie robią tu na nikim wrażenia, więc może coś w tym jest. *** Mam przechlapane. Podobno tutaj pokazywanie dekoltu (czyt. chociażby obojczyka) jest w złym guście, a co wiem na pewno, robi wrażenie. Chyba czekają mnie zakupy. *** Upał jak nie wiem co, a starsi ludzie ubrani od stóp do głów. Jak oni to robią?! Młodzież w koszulkach i krótkich spodenkach, a oni tradycyjnie wszystko z długimi rękawami. Matko kochana, cóż za determinacja. *** Udało mi się wreszcie kupić hit tutejszego lata- piękne zwiewne spodnie. Może nie wyglądam w nich tak szałowo jak Azjatki, ale wreszcie nie muszę się przejmować spojrzeniami typu “O biała twarz! To kobieta! A to jej białe nogi!”. *** Byliśmy na plaży. Wszyscy w pełnym rynsztunku – koszulka, spodnie i… do morza. Podobno teraz jest jeszcze dla nich za zimne. Ale jak to tak? W ubraniu do morza?! *** Ile tu mają słodyczy… Chyba nie mamy takich w Polsce. Muszę je wszystkie przetestować – w końcu to mój blogerski obowiązek. A że przy okazji spełnię swoje słodkie zachcianki, to będzie to miły obowiązek, a nie przykry. *** Lubię miłe obowiązki. *** Wy też lubicie miłe obowiązki? Trzymajcie się ciepło,Irmina Dziś w ciekawostki o Korei Południowej. Zapraszamy do lektury! Korea – ciekawe informacje * 15 sierpnia 1945 – od tego dnia Republika Korei jest niepodległym państwem. Wcześniej była pod panowaniem Japonii. * Obecna flaga Korei Południowej została po raz pierwszy pokazana publicznie w 1882 r. (wtedy podpisywano Traktat Handlowy z USA). Oficjalnie funkcjonuje od 12 lipca 1948 r. * Hangul (han – wielki, gul – pismo) – to alfabet używany w Korei. Uważa się, że stworzył go osobiście król Sejong, jednak najprawdopodobniej miał pomocników lub firmował swym nazwiskiem ich dzieło. Hangul uważany jest za jeden z najbardziej logicznych alfabetów świata. * W Korei Południowej na drogach jest ruch prawostronny – tak samo, jak w Polsce. Jedzenie w Korei Południowej * W Korei Południowej potrawy spożywa się pałeczkami. Ale nie bambusowymi, lecz ze stali nierdzewnej czyli wielorazowego użytku. * Najpopularniejszą potrawą w Korei Południowej jest kimchi (rodzaj kiszonej kapusty). Gdy fotografowie w Korei chcą uwiecznić ładny uśmiech, proszą aby osoby fotografowane powiedziały: Kimchi! * Popularność spożywania gaegogi czyli psiego mięsa w ostatnich latach spada, nie tylko w Korei Południowej. Krab. Teraz pływa, za chwilę będzie twoim daniem Koreańskie przesądy i zwyczaje * W Korei Południowej wierzą, że charakter człowieka zależy od jego grupy krwi. * Większość budynków w Korei Południowej nie ma 4. piętra (nie jest oznakowane czwórką, ale liczbą 5). Skąd ten przesąd? „Cztery” wymawia się tak samo, jak „śmierć”. * Korea Południowa to jedyne państwo, w którym w wyborach można głosować od 19. roku życia. Tak naprawdę Koreańczycy mają wtedy 18 lat, gdyż w chwili przyjścia na świat „dodawany” jest im jeden rok życia. Gdy dziecko ma miesiąc, zwyczajowo mówi się, że ma 13 miesięcy (rok + miesiąc). * Koreańczycy szczycą się tym, że w ich kraju występują wszystkie (cztery) pory roku. Faktycznie, w porównaniu z szeregiem bliższych i dalszych krajów tej części świata, jest to wyjątek. Szczególnie jeśli chodzi o „prawdziwą” zimę i opady śniegu. * Koreańczycy mają słabość do liczby 14. Każdego 14-ego dnia miesiąca organizowane są święta, np.: Diary Day (14 stycznia), White Day (14 marca), Black Day (14 kwietnia), Yellow and Rose Day (14 maja), Kiss Day (14 czerwca), Silver Day (14 lipca), Green Day (14 sierpnia), Music and Photo Day (14 sierpnia), Wine Day (14 października), Hug Day (14 grudnia). O Walentynkach (14 lutego) nawet nie wspominamy. Koreańczycy i uroda * Największy nałóg Koreanek? Chirurgia plastyczna. Podobno duża ich część (podawane są różne liczby) coś sobie poprawiła w gabinecie chirurga plastycznego. Głównie poprawiają sobie powieki oczu. Nie chcą być skośnookie, chcą być podobne do Amerykanek i Europejek. * Mężczyźni w Korei Południowej należą do nacji, które najbardziej dbają o wygląd i urodę. Na kosmetyki wydają 900 mln USD rocznie. Dbają o cerę, odwiedzają salony piękności, a nawet robią sobie makijaż. * Tylko 3,2 % mieszkańców Korei Południowej ma nadwagę. To jeden z najlepszych wyników na świecie. * Koreańczycy dbają nie tylko o swój wygląd, ale i o kondycję. W publicznych parkach można skorzystać z urządzeń do ćwiczeń. Wioska Bukchon Hanok w Seulu czyli magiczna podróż w czasie Korea i wojsko * W Korei Południowej jest obowiązkowa, 2-letnia służba wojskowa. Podobno jedyną rzeczą jaka może wybawić przed służbą wojskową, jest zdobycie medalu olimpijskiego. * Korea Południowa od dłuższego czasu jest w pierwszej dziesiątce najsilniejszych armii świata. Nic dziwnego, koreańska gospodarka w zestawieniu światowym ma podobny wynik. Koreańskie NAJ * Największe pod względem liczby mieszkańców miasta Korei Południowej, to: Seul, Prusan, Incheon (pol: Inczon) i Daegu. * Najwyższy szczyt Korei Południowej, to Hallasan (1950 m a najdłuższa rzeka, to Naktonggang (512 km długości). * Znane na świecie koreańskie marki, to marki technologiczne i motoryzacyjne: Samsung, Hyundai i KIA. Popularne gwiazdy muzyki K-pop są na kalendarzach i na dużej liczbie gadzetów Inne ciekawostki o Korei i Koreańczykach * Narodowy sport Korei, to taekwondo. * Walentynki w Korei Południowej to dzień, w którym kobiety okazują mężczyznom swoje uczucie. * Wielu Koreańczyków niechętnie podróżuje za granicę. * Podobno większość Koreańczyków z Korei Południowej, to pracoholicy. Z tego powodu śpią po 6 godzin na dobę (tak, jak Japończycy). * Wielu mieszkańców Korei Południowej jest niskich, więc ma małe stopy. Europejski rozmiar 38, to tutaj jeden z większych rozmiarów obuwia. * Jeśli dane demograficzne nie zmienią się, w 2136 r. w Korei Południowej będzie 5 razy mniej ludności niż obecnie, a w 2750 r. umrze ostatni Koreańczyk. * Słyszałeś o Jeju United? To jedna z drużyn piłkarskich Korei Południowej, na wyspie Jeju. W pierwszej chwili po polsku brzmi dowcipnie i budzi sympatyczne skojarzenia. Warto jednak wiedzieć, że Jeju czyta się: Dżedżu. Świątynia Bongeunsa temple w dzielnicy Gangnam w Seulu Jeśli planujesz podróż do Korei * W Korei Południowej nie działa nawigacja Google Maps, w obawie przed atakiem Korei Północnej. Działa mniej dokładna nawigacja koreańska. * Gdy po Igrzyskach Olimpijskich w Korei Południowej (1988) znacznie wzrósł ruch lotniczy do tego kraju, dla odciążenia lotniska Gimpo (obecnie obsługuje ono ruch wewnątrz kraju), w latach 1992-2001 zbudowano międzynarodowy port lotniczy Incheon, obok Seulu. Aby dotrzeć z niego do centrum Seulu, trzeba jechać kolejką około godzinę. * Choć większość Koreańczyków uczy się angielskiego, raczej niechętnie go używa. A jeśli już – bywa, że trudno „ich” angielski zrozumieć. * W parku Haensindang (prowincja Gangwon) znajduje się dużo posągów męskiego penisa. Wielu turystów uwielbia tu robić sobie dowcipne zdjęcia o zabarwieniu erotycznym. Wybrane doroczne festiwale w Korei Południowej Wiosna – Hangand Yeouido Spring Flower Festival Lato – Hangang Summer Festival Jesień – Seoul Street Arts Festival – Seoul International Fireworks Festival – Silver Grass Festival Zima – Seoul Lantern Festival – Seoul Kimchi Festival Dowcipy o Koreańczykach – Co robi stara Koreanka jadąc metrem? – Kima. – Ania mieszkająca w Korei? – Koreanka. Ciekawostki o Korei Południowej: (c) Zobacz też: > Kuchnia koreańska ciekawostki > Świątynia Bongeunsa, Seul > Muzyka K-Pop | Tags: Japonia, Korea Południowa, Daegu, Korea Północna, Seul, Korea Południowa ciekawostki, chirurgia plastyczna, Korea Południowa atrakcje, Seul atrakcje, Korea Południowa stolica, Seul stolica, miasto Seul, Korea Południowa Seul, Korea Południowa ludzie, Korea Południowa obyczaje, Korea Południowa informacje, alkohol w Korei Południowej, święta w Korei Południowej, Korea Południowa święta, internet w Korei Południowej, życie w Korei Południowej, prezenty z Korei, Korea Południowa fakty, Korea Południowa turystycznie, Korea Południowa urlop, Korea Południowa na urlop, Korea Południowa armia, Korea Południowa godzina, Korea Południowa flaga, Korea Południowa godło, Korea Południowa historia, Korea Południowa jedzenie psów, Korea Południowa ludność, psie mięso, kimchi, ciekawostki o Korei Południowej, Koreańczycy, dowcipy o Koreańczykach Korea Południowa operacje plastyczne, Korea Południowa festiwale, Gangwon, Haensindang, port lotniczy Incheon, Incheon, Google Maps, Jeju United, Naktonggang, Hallasan, Korea miasta, miasta Korea Południowa, Prusan, Inczon, Korea wojsko, Kora Południowa kosmetyki, Korea przesądy, Republika Korei, hangul Anna Sawińska: – To, że Koreanki aż tak bardzo zaciskają zęby. W jakim sensie? – Kobiety w Korei bardzo dużo znoszą, a przynajmniej znosiły przez ostatnie 20 lat. Na szczęście to troszeczkę się już teraz zmienia, być może dlatego, że Korea jest już bardziej otwartym krajem i ludzie widzą, jak inaczej może wyglądać życie. Wyjeżdżają za granicę, tam studiują, obserwują relacje oparte na zupełnie odmiennych wartościach. Ale przez te 20 lat, kiedy mieszkam w Korei, bardzo mnie dziwiło, jak wiele koreańskie kobiety mogą przemilczeć, nie konfrontować pewnych rzeczy, tylko przejść nad nimi do porządku dziennego. Nad czym najbardziej? Nad tym, że siedzą w domu, zajmują się dziećmi i czekają na męża, który wróci z pracy po północy? Nad tym, że mają dużo niższą niż mężczyźni pozycję w każdym aspekcie życia społecznego? – Chyba nad brakiem wyboru. Bo nawet jeżeli Koreanki pracują, a przecież teraz większość kobiet w wieku 30-40 lat pracuje, to ta praca jest jakby na niby, jest zawsze traktowana jako pewien dodatek. Miły dodatek do budżetu rodzinnego, ale taki, z którego w każdej chwili można zrezygnować, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Jaka to może być potrzeba? – Na przykład, żeby wychować dziecko. I oczywiście nie ma rozmowy, kto powinien się tym dzieckiem zająć. Z automatu wiadomo, że to kobieta będzie musiała poświęcić swoją karierę zawodową, swoje plany, swoje hobby. I nie ma wyboru. To ona ma wszystko rzucić i ogarnąć sprawy rodziny. Bo mężczyzna nigdy się nie zgodzi na to, żeby zostać w domu, opiekować się dzieckiem czy starzejącymi się rodzicami. Na szali jest tu pożycie małżeńskie. Jak to? – Jeżeli kobieta powiedziałaby „nie zrezygnuję ze swoich ambicji zawodowych”, to mogłoby nawet dojść do rozwodu. Wielu mężczyzn w Korei obiera sobie zarobek na rodzinę jako punkt honoru, uważając, że ciągła bliskość matki i dziecka to konieczność dla dobra tego drugiego, a jednocześnie naturalna kolej rzeczy. Po drugie nawet gdyby kobieta została w pracy, to zawsze w pewnym momencie, po wielu latach pracy dotknie ona w końcu szklanego sufitu. Koreanka nadal bardzo rzadko może funkcjonować w firmie jako team leader, jako executive director, jako CEO. A jeżeli nie ma takich szans, to po co w ogóle ma zawracać sobie głowę i skazywać dziecko na nieobecność matki? Nie może dojść na wysoki szczebel w firmie, bo nie chodzi z kolegami z pracy na suto zakrapiane kolacje, które często kończą się w barze, gdzie alkohol podają luksusowe prostytutki? – Takie sytuacje nie zdarzają się już tak często, jak kiedyś, ale faktem jest, że podczas biznesowych kolacji, szczególnie na ich późnonocnym etapie, kobiety po prostu nie są mile widziane. Panowie się przy nich krępują, nie mogą się wyluzować, powiedzieć, co naprawdę myślą. Też dlatego, że w Korei od pewnego czasu kładzie się duży nacisk na kwestie związane z molestowaniem seksualnym. W firmach prowadzone są szkolenia, bo Koreańscy mężczyźni przyzwyczajeni są do zachowań, które u nas wywołałyby obyczajowy skandal. Dlatego muszą się bardziej pilnować. Głębszy oddech biorą dopiero po oddelegowaniu swoich koleżanek do domu. Najczęściej wtedy rozmawia się o ważnych sprawach: strategiach firmy, projektach czy awansach. Kobiety są z tego wyłączone, więc siłą rzeczy nie mają potem żadnego wsparcia. Nie ważne, jak bardzo dobre są w tym, co robią. A często są niesamowicie dobre. Druga sprawa to taka, że niektórym mężczyznom ciężko jest mieć kobietę-szefa, nie chcą się na to zgodzić i swój sprzeciw artykułują bardzo głośno. Nic więc dziwnego, że kobiecie ciężej jest piąć się po szczeblach kariery zawodowej. Żadna z bohaterek pani książki nie jest w pełni zadowolona ze swojego życia w Korei. Chyba jedynie ta, która wybrała rolę wyrzutka, żyje niezgodnie z zasadami i jest przez innych uważana za dziwaczkę. – Ale przynajmniej robi to, co lubi i utworzyła sobie takie małe poletko, na którym po prostu jest sobą. Nie pozwala zewnętrznym ocenom, żeby rujnowały jej życie. Moje bohaterki rzeczywiście są rozgoryczone, bo zostały wbite w pewien system, z którego nie mają szans wyjść. Myślę, że pokrzepiające jest to, że nie robią z tej sytuacji tragedii swojego życia. Nie chcą być postrzegane jako ofiary. Wiedzą, jak jest, wiedzą, że nie są w stanie pewnych rzeczy zmienić, tu i teraz - to ta gorycz, ale z drugiej strony potrafią się w tej sytuacji odnaleźć, radzą sobie całkiem dobrze. To podnosi na duchu. Anna Sawińska w towarzystwie koreańskich koleżanek. Fot.: materiały prywatne Co to dokładnie oznacza? – Jeżeli kobieta została wychowana w przekonaniu, że nie musi zależeć od mężczyzny, to może odnieść sukces. I takich kobiet jest w Korei Południowej coraz więcej. Zakładają swoje własne firmy, wiedzą, czego chcą, są przebojowe, inteligentne, sprawcze. Natomiast często jest to jednoznaczne z tym, że są samotne i bezdzietne. I to jest właśnie ten wybór: wiele kobiet, i to nie tylko z powodu tradycji i nacisku społecznego, chce po prostu posiadać rodzinę, chce mieć dzieci. Ale jeśli się na to decydują, to automatycznie wrzucone zostają w skostniały, konserwatywny system. W systemie tym nie ma mowy o rozwoju, o karierze. One są zdane same na siebie. I Koreanki z tego powodu często się czują rozgoryczone. A jak pani, jako żona Koreańczyka, radziła sobie w tym systemie? – To nie było proste, ale ja wpadłam jak śliwka w kompot, zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Potem docieraliśmy się przez 5 lat, chodziliśmy ze sobą, zrywaliśmy, dyskutowaliśmy, jak chcemy, żeby nasze życie wyglądało. Nie chcieliśmy mieć dzieci, oboje mieliśmy ambicje zawodowe. I tak było przez 8 lat naszego pożycia małżeńskiego. Dużo podróżowaliśmy, robiliśmy wiele rzeczy razem, niektóre osobno. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że czegoś nam brakuje. I zdecydowaliśmy się na dziecko. Ja już miałam wtedy prawie 40 lat i już od dłuższego czasu widziałam, że w koreańskich korporacjach nie mam większych szans. Doszłam do stanowiska menedżera i potem – dokładnie tak jak jedna z moich bohaterek – usłyszałam, że inny mężczyzna, nie ja, musi dostać awans. Wytłumaczono pani, dlaczego? – Bo to on jest głową rodziny, to on jest odpowiedzialny za jej dobrobyt. Ja takiej odpowiedzialności nie mam, o mnie zadba mój mąż. Zresztą nawet dzieci nie mam… I to mnie spotkało dwa razy z rzędu. Potem było jeszcze kilka sytuacji, gdy ja byłam autorką jakiegoś projektu, dostawałam pochwały, wysokie noty w rocznych ocenach pracowników, ale wymierne korzyści spływały na konto moich kolegów, nie na moje. I w końcu zdecydowałam, że spróbuję z trochę innym projektem, bardziej niezależnym. Z dzieckiem (śmiech). Ale wtedy ja również wpadłam w te koreańskie trybiki. Czyli? – Mój mąż musiał pracować od rana do wieczora, ja byłam w domu sama z dzieckiem. Nie zarabiałam, więc dziecko, dom i wszystko inne było na mojej głowie. Nagle nasze życia stały się rozłączne. To była nasza strefa zdemilitaryzowana: po jednej stronie ja, po drugiej mój mąż. Tradycyjna koreańska rodzina. – Ja mam wrażenie, że w Korei zajmowanie się dzieckiem jest o wiele trudniejsze, niż na Zachodzie. Od matki tradycyjnie zbyt wiele się tutaj wymaga. Również dlatego że matki muszą inwestować swój czas w edukację dziecka. Są szoferkami, wyszukują i odwożą dzieci na najlepsze zajęcia, razem z nimi odrabiają zadania domowe. Ale też im gotują, piorą, są na każde skinienie. To jest pełnoetatowa praca, która w żaden sposób nie jest rozpoznawana ani wynagradzana. Anna Sawińska z mężem i dzieckiem. Fot.: materiały prywatne Jak się pani czuła w roli koreańskiej mamy, której głównym zadaniem jest dopilnować, żeby dziecko było na prostej drodze do sukcesu? – Ja miałam trochę bardziej luźne podejście niż koreańskie mamy. Kiedy z nimi o tym rozmawiałam, zazdrościły mi. Wiedziały, że w każdym momencie mogę wybrać Polskę zamiast Korei. I tak się ostatecznie stało, mój syn chodzi tutaj, w Polsce, do szkoły. Powrót był dla mnie bardzo trudną decyzją, ale chciałam, żeby miał w miarę normalne dzieciństwo. Takie z podwórkiem, rowerem, piłką i poobijanymi kolanami. Ja miałam wybór, ale moje koleżanki takiej opcji nie mają. One też nie chcą, żeby ich dziecko jeździło z zajęć na zajęcia, żeby przesuwało się bezmyślnie przez trybiki koreańskiej edukacji. Wolałyby, żeby dziecko było radosne, żeby nie pytało w wieku pięciu czy sześciu lat: mamo, ale czy tak wygląda życie? Nie powinno to tak wyglądać. – Nie powinno, w Korei każdy to wie, ale to jest takie zaklęte koło. Rodzice czują, że jeżeli nie wyślą dziecka na zajęcia z matematyki, z angielskiego, robotyki i tak dalej, to ono później nie będzie potrafiło tyle co inne dzieci będzie gorzej się z tego powodu czuło. Nie będzie częścią grupy. Do tego dochodzi konieczność zdania egzaminu maturalnego, który decyduje o dalszym życiu młodego człowieka – do tego dzieci przygotowują się w specjalnych placówkach edukacyjnych już od małego. Więc te matki po nie mają innej opcji, jak tylko pchać dziecko dalej i dalej. Czasem mam poczucie, że to konfucjanizm odebrał Koreankom wybór. – Tak, bo w konfucjanizmie jest czarno na białym napisane, że jest pewna hierarchia społeczna. Na górze jest osoba najstarsza, na dole najmłodsza. Jest ojciec, syn, matka i córka. Wszystko jest zapisane w tradycji, w kodeksie reguł, których trzeba przestrzegać. A w Korei konfucjanizm został podniesiony do potęgi entej. Jak to rozumieć? – Niektóre Koreanki wolą chińskich mężów, bo wiedzą, że Chińczycy przynajmniej w domu pomagają. Ugotują obiad, zajmą się dzieckiem. A przecież konfucjanizm przybył do Korei z Chin. Koreańczycy mają jednak to do siebie, że wszystko przerabiają w taki bardzo ekstremalny sposób. Nic nie może być szare, musi być białe albo czarne. I ten konfucjanizm został właśnie przerobiony na modłę koreańską po to, żeby zarysować różnice, żeby podzielić ludzi na kategorie, poukładać wszystkich w szufladki z określonymi nazwami. A kobieta niestety zawsze była na półkach położonych najniżej, na dole tej hierarchii. Teraz już mamy w koreańskiej konstytucji zapisane równouprawnienie, ale statystyki pokazują zupełnie coś innego. Kobiety są dyskryminowane na każdym kroku i to jest kwestia i systemowa, i mentalna. Bardzo trudno jest zmienić sposób myślenia Koreańczyków o kobietach. A czy one same walczą o swoje prawa? – Coraz bardziej, to jest na pewno dobry trend. Ale spójrzmy na ostatnie wybory prezydenckie, w których wszystko rozegrało się pomiędzy kandydatem progresywnym, Lee Jae-myungiem i konserwatywnym, Yoon Suk-yeolem. Wygrał konserwatysta, nikłym odsetkiem głosów, i to na bazie haseł antyfeministycznych. Stwierdził między innymi, że feminizm jest przyczyną niskiego wskaźnika urodzeń w Korei, bo zakłóca naturalną równowagę między kobietą i mężczyzną W jego mniemaniu systemowa dyskryminacja kobiet w Korei nie istnieje. Zapowiedział więc, że rozwiąże Ministerstwo ds. Równości Płci i Rodziny. Co ciekawe i trochę przerażające to, żę wygrał głosami ludzi bardzo młodych. A konkretnie młodych mężczyzn. Dlaczego na niego zagłosowali? – Główny powód to oczywiście realne bezrobocie, które dotyczy blisko 25 procent młodych ludzi w wieku dwudziestu, trzydziestu paru lat. Nie mają stałego dochodu, ceny mieszkań rosną w zastraszającym tempie, nie stać ich na nie. To są ludzie, którzy całe życie studiowali, którzy poświęcili każdą wolną chwilę na naukę, a teraz nie mają pracy. Muszą o nią rywalizować z kobietami, swoimi koleżankami, które nagle też chcą pracować. Wielu z nich czuje się oszukanych, są rozgoryczeni. A praca kobiet mężczyznom się nie podoba? – Bardziej chodzi o to, że czują presję, że w pierwszej kolejności to oni powinni zarabiać te pieniądze. Prześmiewają się z ruchu „me too”, skandując „me first”. Uważają, że kobiety domagają się lepszego traktowania niż mężczyźni, bo tak hasła o równouprawnieniu są tu interpretowane. Jedna strona musi przegrać, żeby druga mogła wygrać. Koreańskie społeczeństwo jest podzielone na pół: z jednej strony są ludzie postępowi, a z drugiej bardzo konserwatywni. I jeżeli ktoś mówi, że kobiety powinny mieć takie same obowiązki, przywileje i możliwości jak mężczyźni, to z drugiej strony od razu podnosi się ogromne larum. Ruchy feministyczne walczą od lat dzielnie o prawa kobiet, ale ta druga strona też jest bardzo silna. Czy to się kiedyś zmieni? Czy Koreanki zyskają w swoim kraju równe prawa? – Myślę, że to jeszcze bardzo odległa perspektywa. Na pewno zmianą na lepsze jest to, że kobiety coraz częściej decydują się na tę drugą ścieżkę. Jeżeli mają pomysł na swoją firmę, jeżeli mają pomoc rodziny i przyjaciół, jeżeli dzieci nie są ich priorytetem, to mają szansę na zawodową i osobistą samorealizację. Chciałabym dodać, że wszystkie Koreanki, które opisałam w mojej książce, to kobiety bardzo silne, niezależne i inteligentne, mimo że od dzieciństwa są zmuszane do życia w systemie je ograniczającym. One widzą, że może ich pokolenie nie ma jeszcze wyboru, godzą się z tym do pewnego stopnia i próbują się cieszyć tym, co mają. Widzą, że nie mogą zmienić świata, w którym żyją, ale mogą zmienić swój sposób patrzenia na ten świat. Jakoś się w nim urządzić. Bardzo gorzka jest ta historia. – Ja napisałam ją, taką gorzką, właśnie dlatego, że uwielbiam Koreę. I chciałabym, żeby postęp społeczny szybciej w niej nastąpił. Bo nastąpić w końcu nastąpi. Ziarenko do ziarenka i lawina się potoczy z miażdżącą siłą. Fajnie byłoby się do tego przyczynić. Korea, wbrew temu gorzkiemu obrazowi, to jest przepiękny kraj. Gościnny i bezpieczny. Mimo panującej tu ogromnej konkurencji, ludzie starają się być dla siebie ciepli i serdeczni. Dobra strona tradycji jest taka, że społeczeństwo wymaga, by ludzie się nawzajem szanowali. I oni się szanują. Czytaj też: Czy władze Korei Południowej zakażą uboju psów? Temat stał się osią sporu w kampanii wyborczej Anna Sawińska jest autorką książki „Przesłonięty uśmiech. Kobiety w Korei Południowej” wydanej przez wydawnictwo „Czarne”. 283431037 355388396686875 393231651815441244 n Fot.: Chung Sung-Jun/Getty Images / Wydawnictwo Czarne Ssaki Korei Książka opisująca 127 gatunków ssaków zamieszkujących półwysep koreański. Edukacja seksualna w Korei Koreańczycy cenią sobie swoją prywatność, a seks jeszcze niedawno był tematem tabu na wszystkich polach Dane geograficzne Korea w liczbach widziana z lotu ptaka. Najważniejsze dane geograficzne. Ludność Ludnośc Korei Południowej - dane statystyczne. Pełne dane dotyczące ludności Korei. Edukacja Artykuł dotyczący szkolnictwa i systemu edukacyjnego w Korei Południowej Ważne telefony Lista przydatnych telefonów w Korei Południowej. Koreańskie telefony alarmowe i telefony do instytucji...

życie w korei południowej