Arbuz w kształcie mózgu bez wątpienia uświetni każde halloweenowe przyjęcie. Choć smakiem mózgu nie przypomina, możecie być pewni, że wasi znajomi będą zachwyceni.
To moja wersja, czego potrzebuje mózg, żeby dobrze przyswajał wiadomości. Zawsze się odwołuję do obrazka, gdy słyszę, że ktoś w mojej klasie śmieje się z czyjegoś błędu. Nasz mózg potrzebuje dobrej atmosfery do nauki… Jak myślicie, czy nasi uczniowie czują się bezpiecznie na lekcji?
Na rurce monterskiej, za pomocą drucika, przytwierdzamy gałęzie. Na częściach końcowych girlandy gałązki powinny być cieńsze, natomiast na środku mogą być najgrubsze. Zwracajmy uwagę, aby uzyskać ten sam efekt grubości po jednej i drugiej stronie. Warto wykorzystać gałązki, które się nie osypują, jak sosnowe lub jodłowe.
Rozgrzej mózg i poskładaj origami. 24 października, czyli już w najbliższy wtorek obchodzony jest Światowy Dzień Origami. Ta japońska sztuka uczy, jak z kartki papieru bez jej przecinania czy klejenia tworzyć ozdoby, figury geometryczne, kształty zwierząt i kwiatów. Origami wywodzi się z obrzędów religijnych.
Producenci papieru do pieczenia zapewniają nas o tym, że tworzony przez nich artykuł jest bez wad i skaz, które mogłyby zaważyć na jego kupieniu. Tworzony z miękkiej, biodegradowalnej masy drzewnej, świeży, bezpieczny i neutralny dla żywności i ludzkiego organizmu.
Zapraszamy na nowy film: Jak zrobić misia z papieru 🧸 Wycinanki z Olą. Dzień Pluszowego Misia przypada 25 listopada każdego roku. Tego dnia mija rocznica po
5f4gZ6. Data utworzenia: 24 października 2018, 17:42. Jak zrobić samolot z papieru? Odpowiedź na to pytanie zainteresuje nie tylko małe dzieci, ale także wielu dorosłych, którzy potrzebują kreatywnego zajęcia, gdy dopada ich nuda. Robienie figurek z papieru wspomaga rozwój zdolności manualnych, a także pobudza kreatywność. Sprawdź, jak zrobić samolot z papieru. Jak zrobić samolot z papieru? Instrukcja budowy samolotu z papieru. Foto: 123RF Jak zrobić samolot z papieru? Instrukcja budowy samolotu z papieru. "Jak zrobić samolot z papieru?" - dopytuje dziecko, a ty rozkładasz ręce? Nawet jeśli nie wiesz, jak wykonać tę prostą i wyjątkowo popularną zabawkę, szybko opanujesz instrukcję do perfekcji i już niedługo będziesz robić samolot z papieru z zamkniętymi oczami. Jak zrobić samolot z papieru - instrukcja krok po kroku: 1. Złóż kartkę papieru wzdłuż na pół. Zobacz także 2. Rozłóż ją. Następnie złóż każdy dolny róg, tak aby stykał się ze środkową linią. Jeśli zrobisz to dokładnie, powstanie idealny szpic. 3. Przytrzymując te zagięcia, złóż każdą stronę do góry, tak aby stykała się z środkową linią, biegnącą wzdłuż całej kartki. 4. Aby zrobić samolot z papieru wykonaj jeszcze raz ruch z punktu 3. Złóż każdą stronę tak, aby stykała się z środkową linią. Zrób do bardzo dokładnie, aby powstał idealny szpic. 5. Teraz każdy bok zegnij do zewnątrz - tak powstaną skrzydła. Zadbaj, żeby krawędzie były mocno zagięte. 6. Następnie cały samolot zegnij do wewnątrz wzdłuż środkowej linii i mocno dociśnij, by wzmocnić wszystkie zagięcia. 7. Delikatnie rozprostuj zagięcia, by utrzymać skrzydła w linii poziomej. 8. Chwyć samolot od dołu, w odległości 1/3 od czubka i puść samolot. Teraz już wiesz, jak zrobić samolot z papieru. Udanej zabawy! Zobacz także: Boli cię ząb? Poznaj domowe sposoby Zatrułeś się kiedyś lodami? Tak zrobisz je sam Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
Istnieją produktywne hacki, które zmieniają życie. Jednym z nich jest dla mnie brain dump – po polsku: mentalny inwentarz. Moja głowa jest zawsze pełna myśli. Szczególnie teraz, gdy prowadzę swoją firmę lub pracuję dla zewnętrznych klientów. Mam do wyboru ogrom opcji i wiem, że nikt nie pomoże mi tego okiełznać. Próbujesz się czasem skoncentrować i nie potrafisz, bo przeszkadzają ci nie social media czy maile, ale… własne myśli? Ciągle przypomina ci się jedna ważna sprawa, by nagle zupełnie zniknąć z twojego radaru i wpaść do głowy w najmniej odpowiednim momencie albo kiedy deadline jest tak blisko, że stres i pośpiech są nieuniknione? Jeśli tak – potrzebujesz mentalnego inwentarza. Lubię mówić o nim „spa dla głowy”. Czym jest brain dump? Brain dump – mentalny inwentarz to jeden z najważniejszych produktywnych hacków, jakie poznałam w życiu. Polega na spisaniu wszystkich zalegających w głowie spraw i umieszczeniu ich w twoim systemie produktywności. Ja najczęściej robię go przy okazji przeglądu tygodniowego. Bez właściwego uporządkowania myśli, połączonego z zapisywaniem zadań w Nozbe (w firmie służy mi do tego ClickUp), planów i notatek w Notion – nie byłoby tego bloga, Life Geeka i realizacji ani jednego celu. To bardzo prosta metoda na uspokojenie natłoku myśli, wyciszenie. Chodzi przede wszystkim o wyrzucenie z głowy (bo ona zupełnie się do tego nie nadaje), do systemu organizacji wszystkich spraw, które powinny się w nim znaleźć. Jak to możliwe? 1. Mózg to niezły komputer, ale słaba wyszukiwarka Często porównuje się mózg do komputera i to oczywiście słuszne. Przetwarzamy gigabajty informacji dziennie. Pamiętamy ogrom rzeczy. Posługujemy się językiem (szczególnie nasz, polski, jest bardzo wymagający ;D), ale… …chodziła ci kiedyś po głowie melodia piosenki i nie potrafiłeś odszukać w głowie tytułu albo wykonawcy? Spotkałeś się z kimś i zupełnie nie wiesz, skąd się znacie…? No właśnie. Głowa to nie Google, gdzie wpisujesz frazę i otrzymujesz wszystkie informacje. Czasem coś przypomni ci się w najmniej spodziewanym momencie, a czasem po terminie. Mózg rządzi się swoimi prawami, jeśli chodzi o zapamiętywanie i dlatego nie należy mu wierzyć w kwestii przechowywania treści. To prowadzi nas do następnego podpunktu. 2. Niedokończone sprawy zawsze będą zajmować ci głowę Fachowo nazywa się to efekt Zeigarnik. Chodzi o to, że lepiej pamiętamy zadania niedokończone (David Allen mówi o nich „otwarte pętle”) niż dokończone („zamknięte pętle”). Jeśli tych „pętli” masz pootwieranych w głowie za dużo, to zamiast skupić się na tym, co jest do zrobienia, twoje myśli nieustannie krążą. W efekcie – ani nie robisz dobrej roboty, ani nie pamiętasz o tym, co powinno się niedługo stać. Nie wspominając już o emocjach i wspomnieniach, które też zajmują część twojego „systemu operacyjnego”. I tu właśnie z pomocą przychodzi brain dump, czyli regularne spisywanie wszystkich niedomkniętych spraw, znajdowanie dla nich miejsca w swoim systemie produktywności i przenoszenie ciężaru pamiętania z zawodnej głowy na niezawodny program lub papier. Jak zrobić brain dump? Z pozoru mentalny inwentarz jest bardzo prosty: Weź coś do pisaniaWypisz wszystkie niedokończone sprawy (w formie listy)Przenieś je do swojego systemu (kalendarz, planer)Rób to regularnie (na przykład raz na tydzień czy miesiąc) Ale oczywiście diabeł tkwi w szczegółach i jest kilka zasad, o których warto pamiętać: 1. Rób brain dump odręcznie Nawet jeśli zawsze organizujesz się elektronicznie, przypomnij sobie starożytną sztukę ręcznego pisania. Weź kartkę, długopis i zrób brain dump na papierze. Zapewni to większe skupienie (komputery i komórki rozpraszają), kreatywność i lepsze wyrażenie emocji. Dlatego właśnie wszystkie „zrzuty z mózgu”, czy jest to brain dump, czy pisanie dziennika, zawsze wykonuję ręcznie. 2. Rób brain dump na czas Lubię wyznaczyć sobie na przykład 30 minut. Nie po to, żeby przerwać w określonym momencie, ale żeby… więcej pisać! Zasada jest prosta: piszę tak długo, aż skończy się czas. Nie przestaję nawet, gdy wydaje mi się, że już nic nie wymyślę – co najczęściej wydarza się w pierwszych 15 minutach. Dlaczego to dobra metoda? Bo nasz mózg jest leniwy i nie bardzo chce mu się myśleć. ;) W początkowym etapie włącza się u nas „myślenie szybkie”. Dopiero po pewnym czasie do gry wkracza „myślenie wolne”, analityczne. I stąd właśnie 30 minut, dzięki którym zmuszasz mózg do wysiłku. Dokładniej wyjaśnia to w książce Pułapki umysłu. O myśleniu szybkim i wolnym David Kahneman. 3. Rób brain dump systemem Mentalny inwentarz można robić swobodnie, wykorzystując wyłącznie zakamarki własnej głowy, ale gdy zaczniesz go robić regularnie, to prawdopodobnie nie wystarczy. Przy pierwszych próbach pojawi się sporo niedokończonych spraw. Z czasem, gdy przeniesiesz je do swojego zewnętrznego systemu albo zakończysz (regularny brain dump zwiększa szansę na dokończenie projektów!), zapisywanie może być coraz trudniejsze. Dlatego do mózgowych porządków przydaje się lista „zapalników” lub, jak ktoś woli – „triggerów”. To system kategorii, podzielony na przykład na sprawy prywatne i zawodowe. Kiedy będziesz spisywać myśli, możesz to robić zawsze w podobnej kolejności i wypisywać niedokończone sprawy według gotowego schematu. Stwórz taką listę samodzielnie albo skorzystaj z dwóch moich wzorów. Przygotowane są tak, by można było je wydrukować, powiesić nad biurkiem albo traktować jako podręczną checklistę i wykreślać to, co już jest rozpisane. 4. Brain dump nie zadziała bez organizacji! Samo wypisanie zadań i przemyśleń nie wystarczy. Należy przenieść je do odpowiednich zeszytów, folderów lub kategorii we własnym systemie produktywności. Najprostszy podział, jaki zawsze stosuję, to: terminy - wpisuję do kalendarza (w moim przypadku to niezawodny kalendarz Google);zadania - trafiają do odpowiednich kategorii planera elektronicznego (prywatnie używam Nozbe, a w firmie sprawdza się ClickUp);luźne myśli, cytaty, pomysły, książki do przeczytania czy rzeczy do kupienia – wrzucam do elektronicznego notatnika (w moim przypadku to Notion). Oczywiście w każdym z tych miejsc organizuję się trochę inaczej, ale to już temat na zupełnie inny wpis. Dla kogo brain dump? Kto najbardziej skorzysta z robienia mentalnego inwentarza? Moim zdaniem – absolutnie każdy. To najlepsza metoda, by uspokoić głowę, wreszcie zacząć pamiętać o rzeczach do zrobienia, ale też snuć plany i zmotywować się do realizowania wszystkich super projektów, które do tej pory chodziły nam po głowie i nic z tego nie wynikało. ;) Jeśli miałabym wskazać tych, którzy brain dump powinni robić obowiązkowo, to byłyby to osoby odpowiedzialne za konkretne projekty, czyli: twórcy, którzy budują własne miejsca w sieciorganizatorzy eventów, konferencji, szkoleńwłaściciele firmfreelancerzykażdy, od kogo zależy stworzenie czegokolwiek – zawodowo (za pieniądze) lub po godzinach (hobby, działanie w stowarzyszeniu itd.). Kiedy sam jesteś sobie sterem, żeglarzem i okrętem, to pamiętanie o ważnych sprawach jest po prostu twoim obowiązkiem. I wtedy brain dump – mentalny inwentarz, jest nie do przecenienia! A ty, stosujesz brain dump? Widzisz efekty – albo odwrotnie – w ogóle ich nie ma? Podziel się własnymi przemyśleniami na ten temat poniżej! ;)
"Uff, jaki miękkiiii", "Super pachnie... książkami", "Przypomina mi się dzieciństwo i dziadek czytający taką dużą rozkładaną gazetę" - to tylko kilka powodów, dla których ludzie wybierają czytanie materiałów w formie drukowanej, a nie elektronicznej. Brzmi... co najmniej dziwnie, prawda? Na pozór tego typu wypowiedzi wydają się być nielogiczne. W rzeczywistości znajdują swoje uzasadnienie w naszych najbardziej pierwotnych instynktach, które pomagają nam przetrwać. Nic zatem dziwnego, że pomimo postępu technologicznego, nieustannej digitalizacji i umieszczania większości materiałów na nośnikach elektronicznych, każda dobra drukarnia ma ręce pełne roboty. Oczywiście, pamiętajmy, że często ludzie drukują, ponieważ tego typu obowiązek został na nich nałożony, na przykład studenci mają swoje prace oddawać w formie drukowanej, a nie elektronicznej. Naszą uwagę przykuły natomiast te osoby, które mając do dyspozycji materiały w formie elektronicznej, wolą najpierw je wydrukować, a dopiero potem je przeczytać. I to właśnie im poświęcamy ten tekst. Pragnienie obcowania z papierem Często przymus obcowania z prawdziwym papierem jest tak duży, że nie zwracają uwagi czy skorzystali z usług fachowca, czy osoby dopiero uczącej się drukarskiego fachu. Bywa, że również cena nie gra roli. Któż by się przecież zastanawiał, czy punkt ksero, który odwiedziliśmy to droga, czy to tania drukarnia. Powodowani pragnieniem dotykania papieru, dopiero po fakcie z bólem serca patrzymy na rachunek, który wskazuje nam na to, że nasz domowy budżet został nieco nadwyrężony. Ale cóż... przecież druk broszur, które znaleźliśmy w internecie i które były takie ciekawe, był konieczny. No dobrze, więc dlaczego dochodzi do tego typu sytuacji? Czy nie możemy czytać naszych materiałów na ekranach monitorów? Otóż wiele wskazuje na to, że nie. Bezpieczna miłość do papieru Sam Victor Hugo pisał w jednej ze swoich powieści, że najważniejszym zadaniem człowieka jest przetrwanie. Do tego jednego sprowadzają się wszystkie nasze działania, które podejmujemy. Tę zasadę można zastosować, obserwując każdy aspekt życia ludzkiego, także kwestie związane z potrzebą dotykania papieru i drukowania wszelkiego rodzaju materiałów. Dotykanie papieru wyzwala w nas pozytywne skojarzenia, a przy tym jest czynnością, która towarzyszy nam od pierwszych lat życia. Papier jest więc dla nas czymś, co daje nam poczucie bezpieczeństwa bez względu na to, w jakiej znajdujemy się sytuacji. Niezależnie od tego, czy obcujemy z dobrą książką, czy materiałem, który czytamy jest instrukcja albo dokumentacja techniczna, papierowe dokumenty sprzyjają temu, by zaspakajać naszą potrzebę bezpieczeństwa. Siła nawyku i pozytywnych skojarzeń W dużym uproszczeniu: wolimy to, co jest nam znane bez względu na to czy jest to dla nas dobre, czy nie, ponieważ wydaje nam się bezpieczne. W ten sposób realizujemy jedną z naszych podstawowych potrzeb: potrzebę bezpieczeństwa. Wolimy to, co jest nam znane, ponieważ jak sądzimy - a raczej podpowiada nam nasz mózg - lepiej umiemy się odnaleźć w sytuacjach, które już przeżyliśmy. To prowadzi do kolejnego wniosku, że przeżywając jeszcze raz znaną nam sytuację, mamy większe szanse na przetrwanie niż w sytuacjach nam nieznanych, gdzie zło i niebezpieczeństwo tylko czyha na to aż podwinie nam się noga. Najchętniej jednak wybieramy te rozwiązania, które kojarzą nam się dobrze. Największy wpływ na nasze życie mają jednak wydarzenia z dzieciństwa: z podwieczorkiem u babci, wspólnym odrabianiem lekcji z mamą czy też wypadem ze znajomymi za miasto. Każdy zapach, każde odczucie odebrane zmysłem dotyku, każda podobna sytuacja, które doświadczyliśmy w naszym życiu pozostawia w nas ślad. Dotyczy to również odczuć związanych z kontaktem z papierem. Zdobywa miłość przez dotyk Papier często zdobywa naszą aprobatę przez to, że jest wyjątkowo miękki i przyjazny w dotyku. Pierwsze pozytywne wrażenia zmysłowe towarzyszące dotykaniu papieru sprawiają, że codzienny kontakt z tego rodzaju materią staje się czymś przyjemnym, czymś, co buduje wyjątkowo pozytywne skojarzenia związane ze zmysłem dotyku. Nie dziwi więc fakt, że pierwsze, co robimy, gdy otrzymamy wydruki z drukarni to dotykanie kartek oraz zachwyt nad fakturą papieru, jego grubością oraz innymi charakterystycznymi cechami, które możemy wyczuć, dotykając papieru. Pozwala lepiej zapamiętywać Jak wykazały badania przeprowadzone przez Audreya van der Meer i Ruuda van der Weela, szybciej uczymy się, notując na papierowych, a nie elektronicznych nośnikach. Być może wynika to z faktu, że tworząc odręczne notatki, skupiamy się na zapisywaniu tego, co najważniejsze, ponieważ często fizycznie nie jesteśmy w stanie zapisać wszystkich dostarczanych informacji. To selekcjonowanie informacji wymusza na nas byśmy uważnie słuchali, co do nas mówią ludzie przekazujący dane. Dlatego warto skorzystać z tej wiedzy, jeśli zależy na tym, by móc zebrać i szybciej przyswoić sobie różne informacje.
Idę jak burza! Bezpłatny newsletter pomagający budować życie na własnych warunkach. Co piątek. Na Twojej skrzynce. Nadchodzi burza! A dokładniej podcast Burza w mózgu i dziś opowiem Wam prawie wszystko o kolażach w digitalu. Jak to się robi? Gdzie można znaleźć materiały? Jakie są dobre praktyki robienia kolaży? W wątku siedzę już ponad rok, więc może nie jestem specem, ale mam co opowiadać. 🙂 Nie chcesz czytać? Posłuchaj! PSST! na samym dole znajdziecie linki do wszystkich rzeczy wymienionych w podcaście. Co to ten kolaż? W pierwszej kolejności wyjaśnijmy, czym jest kolaż. To technika, w której bierzemy zdjęcia, grafiki ścinki papieru, wycinamy z nich interesujące fragmenty i tworzymy nowy fascynujący miszmasz. Wszystkie chwyty dozwolone. Można też łączyć techniki, na przykład wycinanki połączyć z farbą, brokatem, czymkolwiek. Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia. Właśnie za to kocham kolaże — nie dają żadnych ograniczeń. Tradycyjne kolaże są robione z papieru. Jednak z racji na to, że nie do końca lubimy się z nożyczkami, nienawidzę papierowych ścinków, nie czytam magazynów i, co najważniejsze, baaardzo cenię funkcję “cofnij”, robię kolaże w digitalu. Wyszukuję grafiki z internetowych bibliotek, czasem skanuję zdjęcia i wszystko obrabiam na komputerze. To o nich będę dziś opowiadać, bo mam bardzo małe doświadczenie z tradycyjnym kolażem Mniej więcej od lata 2018 roku prowadzę bloga. Nie jestem mistrzem fotografii. Nie potrafię wydobyć dobrych kątów mojej twarzy. Dlatego na początku jako obrazek posta wrzucałam tam typowe stockowe zdjęcia ze strony Unsplash. To takie deafultowe miejsca z ładnymi zdjęciami. W pewnym momencie miałam dość standardowych grafik. Zapragnęłam stworzyć coś unikalnego. Wtedy wpadłam na kolaż Pauliny Lis, która prowadzi kanał Lisie piekło i doznałam olśnienia! To jest to! Ruszyłam na łowy powycinanych grafik z rozszerzeniem pe-en-gie, nie bacząc na prawa autorskie i pochodne. Od tego czasu przebyłam bardzo długą drogę… Narzędzia do robienia kolaży Moim podstawowym narzędziem pracy jest Photoshop. Kilka lat temu kolega z pracy pokazał mi podstawy. Z kolei ja, metodą prób i błędów, rozwinęłam skilla na potrzeby kolażu. Zanim się załamiecie, że ojeżu fotoszop taki drogi, mam dla Was alternatywę. Analogicznym, bezpłatnym narzędziem jest Gimp. Z tego, co wiem, jest bardzo podobny do Photoshopa, a na YouTube znajdziecie tysiące tutoriali, które przeprowadzą Was przez podstawy. Czy Photoshop musi być drogi? Wróćmy jeszcze na chwilę do Photoshopa. Chcę Wam powiedzieć o jednej budżetowej opcji, z którą nie jest on taki drogi. Statystyki podcastu wskazują, że słuchają mnie głównie młode osoby, które jeszcze się uczą. A dla Was jest specjalna cena pakietu — około stu złotych miesięcznie. Wystarczy, że podacie nazwę swojej szkoły lub uczelni. Serio, wystarczy wpisać jej nazwę, zrobić konto i podpiąć kartę. Nie ma dodatkowej weryfikacji tożsamości. W tej cenie macie wszystkie aplikacje Adobe, od Lightrooma do After Effects. Taka promocja cena obowiązuje przez rok, później płacimy standardową stawkę. Uważam, że naprawdę warto. Zwłaszcza jeśli wiążecie karierę z jakimiś wizualnymi mediami. W rok można się mnóstwo nauczyć i stworzyć pierwsze pozycje do portfolio. A przy okazji natrzaskać kolaży, bo o to nam głównie chodzi, co nie? Nie korzystam z żadnego softu do wycinania. Po pierwsze, nie znalazłam jeszcze narzędzia, które by mnie zadowoliło jakością. Dlatego, jeśli chcecie robić kolaże w digitalu, warto opanować szlachetną sztukę dokładnego wycinania. Po drugie, lubię obrabiać grafiki ręcznie. Wycinanie skomplikowanych kształtów jest dla mnie jak medytacja. Puszczam sobie jakiś podcast albo wywiad i wpadam w trans. I mogę w nim trwać przez kilka godzin. Nic tak nie łechta poczucia satysfakcji, jak czyste cięcia bez zagubionych pikseli. Paletton Photoshop ma mnóstwo funkcji, ale nie zawsze podpowie, jakich kolorów powinniśmy użyć, żeby oczy nie krwawiły. A to główna funkcja kolejnego narzędzia. Wiecie, co to jest ślepota projektowa? To ten moment w pracy nad projektem, kiedy jesteśmy nim już tak zmęczeni i tak opatrzeni, że nie zauważamy oczywistych błędów. Na przykład nie do końca pasujące do siebie kolory. Na szczęście internet obdarował nas stroną Paletton, na której możemy wpisać kod naszego koloru i znaleźć komplementarne barwy. To narzędzie jest pomocne w dobieraniu kolejnych elementów kolażu. Dzięki niemu wiem, na jakich kolorach warto się skupić, więc poszukiwania grafik stają się łatwiejsze. Dobre praktyki przy robieniu kolaży Narzędzia odhaczone, ale co z inspiracjami? Czasem pomysły wpadają mi do głowy ot tak. Wtedy pędzę je rozrysować, bo nauczona doświadczeniem wiem, że wkrótce wylecą mi z głowy. A kiedy wylecą, będę sobie pluć w brodę, że ich nie zapisałam. Wiecie jakie to niehigieniczne. Mapy myśli Niestety zazwyczaj muszę się nagimastykować, zanim wymyślę, a potem wcielę w życie jakiś projekt. W takich chwilach fajnie jest przyjąć jakąś taktykę. Jeśli będziemy tylko biernie siedzieć i dumać, jedynie się sfrustrujemy i stracimy przynajmniej parę godzin. Bardzo pomocne jest rozpisanie skojarzeń. Warto to zrobić ta kartce albo z pomocą dowolnego narzędzia do tworzenia map myśli. Powiedzmy, że naszym motywem przewodnim jest morze. Napiszmy to słowo na środku kartki i narysujmy od niego strzałki do pierwszych skojarzeń. Piasek, muszle, mewy, budy z kebabami, parawany wstydu… wszystko zależy od Twojej kreatywności. O ile nie robię kolaży na zamówienie, nie przyjmuję motywów przewodnich grafik. Kieruję się głównie moim postrzeganiem estetyki. Ruszam na łowy po bazach i wybieram ciekawe zdjęcie lub rycinę. I zazwyczaj na tej podstawie robię cały kolaż. Inspiracje Może zabrzmi to śmiesznie, ale staram się nie obserwować pracy innych kolażystów. Wiem, jak to się skończy. Kiedy będę miała zrobić coś swojego, myśli będą mi krążyć wokół fajnych rozwiązań z innych pracac i nie stworzę nic swojego. A kiedy mam świadomość, że coś jest mocno inspirowane, źle się czuję. Nie chodzi tu o chamskie zerżnięcie, bo w to się nie bawię. Raczej mam dużą wrażliwość na to, żeby coś było takie… “moje”. Niby każdy twórca jest złodziejem, bo zazwyczaj w jakiś sposób odtwarza coś, co zostało już stworzone. Jednak ja sobie żyję w mojej różowej bańce i robię, co mogę, żeby oddać moją miłość do nietypowości. Bo kiedy się zastanawiłam czego poszukuję w kolażach, to chyba właśnie ta nietypowość formy. Dlatego kolaże mnie przyciągnęły. Staram się wyciągnąć z nich dziwactwo i połączyć je z estetyką. Amen! Skąd brać grafiki do kolaży? Jeśli chodzi o źródła grafik, korzystam głównie z cyfrowych zasobów. Często buszuję po kontach zagranicznych bibliotek na Flickrze. Można tam znaleźć mnóstwo nietypowych rzeczy. W podglądzie zdjęcia w prawym dolnym rogu warto zerknąć, czy inni użytkownicy nie zrobili kolekcji z tą grafiką. To może być prawdziwa kopalnia perełek, którą ktoś odkrył za nas! Tylko żeby nie było, że cudze chwalę, swojego nie znam! Mamy do dyspozycji bardzo fajną bazę zasobów cyfrowych Biblioteki Narodowej. Nazywa się POLONA i uważam, że ma bardzo wygodny interfejs, a zbiór jest ogromny. W książkach można znaleźć mnóstwo ciekawych ilustracji. Dodatkowo wydaje mi się, że jest tam więcej rzeczy w domenie publicznej w porównaniu do zagranicznych bibliotek. Nieco mniej przejrzyste, choć fajnie wyposażone jest Narodowe Archiwum Cyfrowe. Na koniec zostawiłam najpopularniejszą bazę darmowych zdjęć — Unsplash. Bardzo dobra jakość zasobów i duża różnorodność sprawia, że warto w niej pogrzebać. Jeśli nie wiecie gdzie się udać i co zrobić ze sobą i z kolażem, idźcie na Unsplasha. To bezpieczne miejsce. Jeszcze parę słów o prawie autorskim. Nie jestem specem, a temat warto chociaż liznąć. Nie chcę się uwikłać w żadne spory prawne, dlatego zawsze sprawdzam licencje. Staram się wybierać grafiki na licencji CC0 albo w domenie publicznej. Te dwie licencje pozwalają na komercyjne użycie i modyfikacje utworów. Dzięki temu mogę ich używać bez limitów i stresu. Idę jak burza! Bezpłatny newsletter pomagający budować życie na własnych warunkach. Co piątek. Na Twojej skrzynce. Zapasy Dobrą praktyką jest chomikowanie zdjęć, które są zdatne do przyjaznego wycinania. Takie gagatki pobieram od razu, wycinam, co tam mnie interesuje i przechowuję na przyszłość. W ten sposób trenuję ładne wycinanie i mam elementowy backup, kiedy mam napięty kalendarz. Od czasu do czasu robię też przegląd najnowszych grafik i zapisuję sobie co ciekawsze okazy. Nie trzeba ich wykorzystać od razu. Niektóre zdjęcia przeleżały w moim składziku ponad pół roku, zanim przyszedł na nie czas. Taka kolekcja daje poczucie bezpieczeństwa. Dzięki niej mam rękaw wypchany asami! Dodatkowe fajne rzeczy kolażowe Do niedawna brakowało mi facebookowej grupy dla kolażystów, dlatego otworzyłam swoją! To pierwsza tego typu grupa w Polsce. Nazywa się Kolaże analogowe i w digitalu. Dzielimy się tam wiedzą i chwalimy się naszymi wycinankami. Bardzo dbamy o dobrą atmosferę, więc jeśli tworzycie kolaże albo lubicie ich estetykę, serdecznie Was zapraszam. A może z nudów poukładaliście już wszystkie ziarenka ryżu, jakie mieliście w domu? Jeśli tak, zapraszam do poprzedniego odcinka Burzy w mózgu! Znajdziecie tam propozycje na chwile, w których nie wiecie, co ze sobą zrobić. Na przykład, gdy zaczniecie chodzić po ścianach przez nadmiar energii. Zawarłam tam też pluszowe otulacze serca, kiedy wszystkiego się odechciewa. Zapraszam Was równie serdecznie i jednocześnie się żegnam, bo to tyle na dziś. Uważajcie na krawędzie tnące nożyczek, jedzcie witaminy i dbajcie o giętkość umysłu. Cześć! LINKOWNIA NarzędziaPakiet Adobe dla studentów GimpPaletton WAŻNE: Stworzyłam Szkołę Kolażu, kurs kolażu w digitalu od A do Z. Więcej informacji znajdziesz na Bazy grafik na licencji CC0/w Domenie PublicznejUnsplashNarodowe Archiwum Cyfrowe NACPOLONAFlickr – bibliotekiGrupa FB: Kolaże analogowe i w digitaluCo ze sobą zrobić w domu, gdy za oknem koronawirus? | Burza w Mózgu Podcast Magda Owsiany Idę jak burza! Bezpłatny newsletter pomagający budować życie na własnych warunkach. Co piątek. Na Twojej skrzynce.
Potraficie zrobić coś poza kulką z papieru? Ja umiem czapkę, samolot na dwa sposoby i statek. Córki jeszcze zabawę w piekło/niebo, ale ja już tu odpadam. Gdybym jednak była magiem papieru, to bym potrafiła np. skonstruować papierowe serce, które przez kilka dni zastępowałoby to prawdziwe w klatce piersiowej. Zaintrygowani? To sami zobaczcie co takiego odkryła Ceony, bohaterka książki „Papierowy mag” Ch. N. powiedz coś o sobie!Założenie fabuły książki było fascynujące, oryginalne i ciekawe. Oto Ceony, niedawna absolwentka Szkoły Tagis Praff dla magicznie uzdolnionych postanowiła zostać Wytapiaczem. Ale nie do końca sama wybiera. Jej przypada związanie magiczne z… papierem. I tylko z nim! Nudno… Dla dziewczyny, która właściwie była prymuską na roku, składanie kartek, by zrobić jakiś bibelocik do postawienia na półce, to wręcz jak potwarz. Do tego Ceony ma mieszkać w jakiejś obskurnej ruderze! Nie może być gorzej, prawda? Może, gdyż na jej drodze, w sumie zaraz po kilku pierwszych krokach, staje potężny Wycinacz, mag, który związany jest z krwią. A to zakazana, czarna magia…Ceony, kiedy i gdzie my jesteśmy?Jestem dość wybredna w kwestii powieści fantasy z historycznym tłem. Chcę, żeby było, cóż, historycznie. Jeśli dzieje się to na początku XX wieku, nie chcę, aby bohaterowie używali XIX-wiecznego slangu. Chcę, żeby rozmawiali i odnosili się do siebie tak, jak ludzie tego okresu z każdym „azaliż waćpanno” i „chędożyć”. Tu mi trochę tego zabrakło, bo choć bohaterowie umiejscowieni są w czasach rewolucji przemysłowej gdzieś w Anglii, to przypominają raczej okryte szatami z epoki manekiny, które zdecydowanie wyciągnięto z nowoczesnego jednak to nie historyczny świat. I tu trochę żałuję, że nie wiem więcej o samym świecie. Wiemy, że papierowych magów jest 22, że to wymierająca profesja ludzi, którzy zajmują się upiększaniem. Kiedyś może i papier służył do porozumiewania się, ale dziś zastąpił je telegraf. Do tego papier jest delikatniejszy niż metal, którym zajmują się Wytapiacze, mniej plastyczny niż plastik czy guma. Zamiast tego powiedziano nam, że składanie wyszło z mody i możemy założyć, że jest to głównie wykorzystywane do celów dekoracyjnych i rozrywkowych … Jednak tak naprawdę nie powiedziano nam, co można zrobić z innymi materiałami. Z chęcią bym przeczytała i trzy razy grubszą książkę, byle się tego dowiedzieć! No ale dostaliśmy tylko 253 strony czy ty się uczysz czy zakochujesz?Kolejnym w sumie problemem jest dla mnie występujący tu wątek romantyczny. Zupełnie moim zdaniem niepotrzebny. Relacja zaczyna się jako relacja uczeń-nauczyciel i w sumie taką pozostaje, tyle, że pod koniec Ceony wie o swoim mentorze wszystko, a on kompletnie nic. Ba, czy on właściwie się zakochuje? Wątpię. Wolałaby jednak kobiecej wersji Harrego Pottera składającego origami zamiast platonicznej miłości uczennicy do i co ja mam z Tobą zrobić?Ta książka obiecuje wiele. Jest świetnie wydana, język jest naprawdę przystępny, ale nie ma tego efektu wow. Temat był interesujący i podobało mi się, że świat magii został podzielony w ten sposób, łącząc się z konkretnym materiałem. To było coś świeżego. Interesujące było również to, że świat magii był ogólnie przyjętą częścią życia w tej rzeczywistości, a nie skrytego czy dostępnego dla wybranych. Brakowało mi jednak rozwinięcia samego świata. Ja chciałam się uczyć jak Ceony tej magii, składać papier, a nie taplać w krwi i wspomnieniach maga Thane’a. Tak, ja chciałam więcej! I choć polecam książkę, bo czyta się ją naprawdę szybko i z ciekawością, to chyba nie jestem idealnym targetem. Ceony, któż najlepiej by Ciebie zrozumiał? Może ktoś młodszy? Może mniej wymagający?Zobacz inne tą i inne nowości na stronie
jak zrobić mózg z papieru